Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego
Z życia sieci...
Nasz pierwszy projekt

To miało być kolejne spokojne spotkanie robocze, a tu pojawiła się szansa na zrealizowanie naszych planów. –Słuchajcie, możemy napisać wniosek, mamy miesiąc czasu, jak myślicie - podejmujemy wyzwanie? - padło pierwsze pytanie. Grupa się zgodziła, wyznaczyliśmy każdemu pracę. Początek był imponujący. Ale później nastąpiły wątpliwości. Każdy z nas gdzieś na dalszy plan odkładał napisanie swoich działań, a czas naglił. Potem było szkolenie dla menadżerów, wiele wiedzy i oczywiście świetna zabawa. Kolejne spotkanie, szybka wymiana doświadczeń i tego, co każdy przygotował.

 

 


Planujemy budżet i tu każdy był pochłonięty i proponował, co mogłoby się znaleźć w naszych klubach, co jest nam niezbędne do pracy. „Laptop, telefon, szafka”- posypały się odpowiedzi. Wszystko skrzętnie notowaliśmy.

Wspólnie z Emilką w jej domu w trakcie burzy powstaje szczegółowy budżet. Praca w generatorze okazuje się wybawieniem, jednak nie wszystko jest jasne. Dzwonimy do Pani Beaty- jest późna godzina wieczorna. Ona jak zawsze chętna do pomocy bez żadnego zniechęcenia podaje nam wszelkie potrzebne wiadomości.  Jest. Mamy gotowy budżet.

 

 

Już wszystko szło w dobrym kierunku, kiedy pojawiły się problemy. Brakowało wiele konkretnych informacji, trzeba było zmienić wnioskodawcę - lidera projektu, pojawiły się obawy czy inne stowarzyszenie przejmie na swoje barki taką wielką odpowiedzialność. Przeszkody piętrzyły się w zastraszającym tempie. Na szczęście zawsze na straży stoi Ula, która spokojnie wyjaśnia, pociesza udziela trafnych wskazówek.

Kolejne spotkanie, chcemy iść naprzód, podejmujemy wyzwanie, choć zostaje nam tylko jeden dzień! Siedzimy spokojnie, każdy dzieli się swoimi spostrzeżeniami. Wszystko zapisujemy, sprawdzamy w internecie kolejne ważne informacje.

Doskonale idzie nam wspólna praca. Teresa podaje wiadomości z Internetu, Darek skrzętnie wszystko zapisuje, Sylwia spokojnie potwierdza nasze przemyślenia. Tworzymy zgrany zespół redakcyjny. Każdy ma nowe pomysły, piszemy w generatorze, analizujemy szczegóły naszych działań. Aż tu nagle brak internetu i wszystko ,co do tej pory od ponad godziny zapisaliśmy bezpowrotnie znika. Jesteśmy wściekli, tyle pracy poszło na marne. Zniechęceni do dalszego wysiłku rozstajemy się późnym wieczorem.

 

 



Mijała godzina pierwsza w nocy. Wszystko, co zostało jeszcze w głowie, należało przelać na papier. Wokół cisza, trwamy w napięciu z odzyskaną nadzieją. Na pewno się uda. Jutro spotkanie z Darkiem informatykiem. On na pewno wszystko dopracuje jak należy.

Ostatni dzień. Chcemy wszystko zapiąć na ostatni guzik. Wyrównujemy tekst, dopisujemy jeszcze istotne rzeczy. Czuję się jak na Rynku w Krakowie(Darek ma biuro w starej kamienicy z widokiem na wieżę kościoła salezjanów). Czujemy natchnienie i mądrość dawnych wieków. Majka przez telefon podaje cenne informacje. Przywiezie Sabinę, żeby mogła podpisać wniosek.

Przychodzi Teresa, żeby podpisać dokumenty, a tu jeszcze nie wszystko gotowe! Pomaga nam i choć czas nagli, to jednak udaje się nam zakończyć pomyślnie naszą pracę. Drukujemy. Jeszcze generator wskazuje jakieś uzupełnienia. Wpisujemy. Gotowe. Udało się!!!

Nasza sieć działa! Możemy liczyć na siebie zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych i trudnych, a to najważniejsze. Wyraz „dziękuję”, choć wydaje się tylko prostym słowem, nabiera dzisiaj dla mnie ogromnego znaczenia. Zatem DZIĘKUJĘ WAM BARDZO za wspólną pracę, inaczej na razie nie potrafię się wszystkim odwdzięczyć. Choć już dziś wiemy, że wiele rzeczy musimy dopracować w naszym wniosku, to każdy jest dumny, że udało się nam napisać ten pierwszy projekt razem. 

 

      Wiola Kosowska Maca

 


« Powrót

wszelkie prawa zastrzeżone © Współpraca dla pracy 2009