Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego
Z życia sieci...

7 dni z życia projektu

20 lipca, godz.12:15, WUP Kraków, potwierdzenie złożenia wniosku….Odetchnęłyśmy z ulgą, udało się, wysyłamy wiadomość do Pana Mariana: zadanie wykonane. Widzę zadowolenie na twarzy Joasi; ma minę kotka, który właśnie wypił śmietankę. Idziemy na pizzę, aby to uczcić, dopiero teraz możemy spokojnie porozmawiać, poplotkować (przez ostatni tydzień mówiłyśmy tylko o zadaniach, działaniach, harmonogramie, budżecie itp.), dla odmiany… rozmawiamy sobie o złożonym projekcie. Joasia mówiła o swych obawach, o tym, co ją skłoniło do włączenia się w pracę nad projektem, ja natomiast opowiadam, przy jakiej okazji poznałam Pana Mariana. To, że ten projekt powstał zawdzięczamy właśnie jemu, Panie Marianie dziękuję bardzo. Skąd znamy tak wspaniałego człowieka jak Pan Marian, opowiem może innym razem.

 

 

 

 Pracę nad projektem rozpoczęliśmy dopiero 13 lipca (dla mnie trzynastka jest szczęśliwa), chociaż już miesiąc wcześniej była mowa o projekcie odnośnie Klubu Integracji Społecznej. Dlaczego tak późno?, Dlaczego tak mało zostawiliśmy sobie czasu na przygotowanie wniosku? Wnioskodawcą miał być brzeski Kolping, Przewodniczący Stowarzyszenia musiał wyrazić zgodę, początkowo był nastawiony do tego pomysłu sceptycznie. Szukałyśmy argumentu, aby go przekonać, aby wyraził zgodę. Czekaliśmy na magiczne słowo „TAK” Pana Przewodniczącego…. Udało się, dzwonię do Pana Mariana, umawiam się na spotkanie w biurze Kolpinga, dzwonię do poszczególnych członków „sieci” zapraszam do współpracy. Wszystko dzieje się szybko, jest strasznie mało czasu. W poniedziałek spotkanie. Czytamy dokumentację konkursową, przeglądamy informację o KIS, to wszystko strasznie trudne, niezrozumiałe. W pracę nad projektem włącza się kilka osób, Pan Marian wszystko cierpliwie wyjaśnia, tłumaczy, bierze na siebie większość pracy, nam daje jakieś niewielkie zadania. Wtorek, środa, prace idą spokojnie, wszystko na luzie, pracujemy nad częścią opisową. Ale czas leci nieubłaganie: już czwartek, a tu jeszcze tyle do zrobienia, do załatwienia i wrażenie, że wszystko mamy „w proszku”. Jeszcze spotkanie w gminie – potrzebny partner do projektu. Strach, mało czasu, deklaruję chęć pracy w weekend, żartuję z Pana Mariana (w poniedziałek wyjeżdża na urlop), że nie zdąży spakować walizki. Piątek, już piątek, dziś panowie (Pan Marian i Pan Przewodniczący) mają spotkanie w Urzędzie Miejskim. Z Joasią czekamy w napięciu,… jest! mamy partnera! Ale sprawa zaczyna się nam troszkę komplikować. Nasze stowarzyszenie nigdy samo nie realizowało dużego projektu, potrzebne są różne informacje. Dzwonię, wysyłam e-mail do pani Beaty, pani Bożenki, dopytuję, podpytuję……No i piątek minął. Sobota – dzwoni Joasia; jedziemy do Dębna, tam pracujemy. Teraz dopiero widzę ogrom pracy, jaki nas czeka. Jesteśmy z Joasią przerażone. Widać zmęczenie u Pana Mariana, to on wykonuje większą cześć pracy, znaczącą większość. Sobota upływa nam na ustalaniu harmonogramu – momentami jest nawet wesoło! Kończymy chyba po 20-tej, a tu jeszcze tyle pracy. Mamy z Joasią wyrzuty sumienia, wiemy że Pan Marian nie położy się spać będzie pracował na projektem. Niedziela, jedziemy do Dębna, jeszcze tyle pracy a my „jesteśmy w lesie”. Czas płynie wyjątkowo szybko. Joasia, niestety musi nas opuścić wcześniej. Zostajemy sami z Panem Marianem, kończymy budżet, jest już po północy.  Jeszcze raz czytamy projekt, sprawdzamy, jest skończony, jest już po godzinie drugiej. Drukujemy, nagrywamy na płytkę, opisujemy kopertę, już, już prawie wszystko, tylko jeszcze podpisy. Jest godzina 3 rano, jedziemy do domu. Pan Marian się spakować, rano ma samolot, ja trochę odpocząć. Sen wcale nie przychodzi, emocje, nerwy, projekt jeszcze trzeba podpisać.

Ale teraz czas wolno płynie, dopiero 5:00, 6:00 rano, 7:30 – dzwonię (aby tylko się udało) do Pana Przewodniczącego, musi złożyć podpisy na wniosku. Umawiamy się w Urzędzie Miejskim; jako partner też muszą złożyć swój podpis. Mamy wszystko, teraz wsiadamy z Joasią do autobusu, jedziemy do Krakowa do WUP.

Dziękuję wszystkim, którzy się zaangażowali w prace nad wnioskiem: Małgosi, Oli, Monice, Marianowi oraz Joasi. Dziękuję tym, którzy wierzyli, że się nam uda i wspierali nas duchowo. Dziękuję Panu Przewodniczącemu RK w Brzesku za zaufanie, jakim obdarzył mnie i Joasię, a szczególne podziękowanie dla Pana Mariana Kurka za okazaną nam pomoc oraz ogrom pracy, jaką włożył w powstanie projektu. Żadne słowa nie są w stanie wyrazić mojej wdzięczności. Panie Marianie bardzo serdecznie dziękuję.
 

Grażyna Rzepka-Płachta

 

<<    Powrót do działu - Z życia sieci


wszelkie prawa zastrzeżone © Współpraca dla pracy 2009